Kamera, akcja, cięcie – czyli o zacięciu do fotografowania
Moje hobby – czyli o zacięciu do fotografowania
Wpis będzie bardzo krótki, bo cały czas mnie boli i ciężko mi się pisze. A że nie ma tego złego*), co by na dobre nie wyszło, to postanowiłem się podzielić wydarzeniami z sobotniego poranka.
Kamera – aparat fotograficzny jak nie lustrzanka to chociaż ten w telefonie sony ericssonie
Akcja – Dość niefortunnie zabrałem się za krojenie chleba i …
Cięcie – dość głębokie i bolesne. Skończyło się szyciem.
- A teraz poczuje pan 4 ukłucia.
- Znaczy szycie bez znieczulenia? Wersja dla twardzieli?
- Nie normalna.
Ale nie straciłem przytomności umysłu i ile mogłem to leżąc na stole sfotografowalem.
*) nie ma tego złego …
Idąc na pogotowie zauważyłem człowieka z aparatem i statywem a potem jeszcze kilku i jeszcze i jeszcze. Jak już mnie zszyli to poleciałem szukać statywiaków. To była poznańska grupa FORMATY. Dzięki za miłe spotkanie w Szamotułach i do zobaczenia.
ps
a nie mówiłem, że fotografowanie mam we krwi
“We krwi” – dobrze powiedziane, zważywszy na fakt że nawet “na stole operacyjnym” nie wypuszczasz aparatu z dłoni.
Nawet jeśli to tylko aparat w telefonie, ale zdjęcie jest i to się liczy.
hej MacGaywer scyzoryk nie jest najlepszym narzędziem do krojenia chleba
ps. a zacięcie podziwiam